Przedsiębiorcy za naruszenia prawa konkurencji będą płacili nie tylko wysokie kary, lecz także odszkodowania poszkodowanym konsumentom oraz prowadzącym biznes.
ikona lupy />
Złe porozumienia / Dziennik Gazeta Prawna
Ustawa o roszczeniach o naprawienie szkody wyrządzonej przez naruszenie prawa konkurencji (Dz.U. z 2017 r. poz. 1132) ma dać Polakom potężny oręż w walce z nieuczciwie postępującymi przedsiębiorcami. I zarazem zniechęcić do łamania prawa. Zgodnie z kluczowym art. 3 sprawca naruszenia prawa konkurencji będzie zobligowany do naprawienia szkody wyrządzonej komukolwiek (chyba że nie ponosi winy). To oznacza, że z roszczeniami odszkodowawczymi będą mogli się zgłosić tak przedsiębiorcy, jak i konsumenci. Co więcej, regulacje przewidują, że w ramach prowadzonego postępowania sądowego to poszkodowani będą w uprzywilejowanej sytuacji.
– Rokrocznie wydajemy kilkadziesiąt rozstrzygnięć dotyczących praktyk ograniczających konkurencję. Decyzje te nie dotyczą jednak naprawienia szkody poszkodowanym przez nielegalne działania. Dotychczas więc dochodzenie przez nich roszczeń było trudne – wskazuje prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Marek Niechciał. Jego zdaniem po wejściu w życie nowych przepisów powinno się to zmienić.
Dwie nogi antymonopolowe
Bernadeta Kasztelan-Świetlik, wiceprezes UOKiK, wyjaśnia, że ochrona konkurencji może się odbywać na dwóch drogach: publicznoprawnej i prywatno prawnej.
– Można to porównać do dwóch nóg, których potrzebujemy, żeby stać stabilnie. I tak urząd chroni konkurencję w interesie publicznym – tłumaczy. Interes prywatny musi być już chroniony w ramach indywidualnych powództw kierowanych przez poszkodowanych do sądów. Dotychczas jednak, wskutek braku szczegółowych przepisów, była to droga przez mękę.
Teraz to się zmienia. Artykuł 7 ustawy wprowadza bowiem domniemanie, że naruszenie prawa konkurencji wyrządza szkodę. Ciężar dowodu będzie więc przerzucony z powoda na pozwanego. Dodatkowo pozwy za zgodą pokrzywdzonych będą mogły składać organizacje zrzeszające przedsiębiorców lub reprezentujące konsumentów. Ustawodawcy chodziło o to, by zachęcić Polaków do walki z nieuczciwie postępującymi firmami. Wyobraźmy sobie np., że wskutek nielegalnego porozumienia duże koncerny sprzedawały konsumentom telewizory drożej. Większość nabywców, choćby miała możliwość uzyskania kilkusetzłotowego odszkodowania w sądzie, uznałaby jednak, że skórka nie jest warta wyprawki. Jeśli natomiast działania przeciwko producentom koordynować będą organizacje społeczne, szansa na zainteresowanie Polaków prowadzeniem sporów choćby o niewielką kwotę powinna być większa.
– Nowe przepisy dają poszkodowanym wiele instrumentów, które pomogą im przed sądem. Jednym z nich będzie wniosek o wyjawienie środka dowodowego. Oznacza to, że sąd na wniosek powoda może nakazać pozwanemu przedsiębiorcy okazanie dowodu, który posiada, np. dokumentów czy korespondencji elektronicznej – wyjaśnia Kasztelan-Świetlik.
Ponadto sąd – zgodnie z art. 30 – będzie związany ustaleniami zawartymi w prawomocnej decyzji prezesa UOKiK. Jeśli więc urzędnicy uznają, że do naruszenia prawa doszło, sędziowie przyjmą to za pewnik. Pozostanie jedynie ustalenie kwoty odszkodowania.
Bez przechylenia szali
Nie oznacza to jednak, że postępowania będą wygrywane niemal z automatu. Anna Gulińska, radca prawny z kancelarii Dentons, zwraca uwagę, że domniemanie, iż naruszenie prawa konkurencji wyrządza szkodę, nie oznacza, że ciężar dowodu będzie w pełni przerzucony na pozwanego. Nadal to powód powinien wykazać związek przyczynowo-skutkowy między niezgodną z prawem praktyką a poniesioną szkodą i wysokość tej ostatniej. – Nie sądzę, by sądy dopuszczały do rozpoznania powództwa o blankietowym charakterze – uważa prawniczka. Pokazując na przykładzie: drobny przedsiębiorca pozywający dużą spółkę, która np. nadużywała pozycji dominującej, będzie musiał wskazać, dlaczego należy mu się np. 100 tys. zł, a nie tylko połowa tej kwoty. Co więcej, powinien wykazać, że szkoda powstała w związku z naruszeniem giganta, a nie wskutek złego zarządzania własnym biznesem.
Nadregulacja ustawodawcy
Nowe przepisy to implementacja unijnej dyrektywy 2014/104/UE z 2014 r. Termin wdrożenia przepisów minął już 27 grudnia 2016 r.
– Dobrze, że ustawa wchodzi w życie. Zharmonizowanie przepisów w tym zakresie może zachęcić powodów do częstszego dochodzenia roszczeń w Polsce, a nie w dotychczas korzystniejszych dla nich zachodnich jurysdykcjach sądowych – mówi mec. Anna Gulińska.
Dla poszkodowanych w wielu krajach nowe regulacje to bowiem nic nowego. Dla Polaków – rewolucja. O ile duże spółki starały się jeszcze pozywać naruszycieli na Zachodzie, o tyle mniejszy biznes nawet o tym nie myślał.
Ale mec. Gulińska zwraca zarazem uwagę na to, że rodzimy ustawodawca poszedł dalej, niż było to wymagane w związku z koniecznością implementacji prawa unijnego. Chodzi o art. 7. Zgodnie z naszymi przepisami domniemywa się, że naruszenie prawa konkurencji wyrządza szkodę. Unijni decydenci wymagali zaś jedynie, by domniemanie obejmowało kartele (czyli najpoważniejsze przewinienia).
– Komisja Europejska wykazała, że w przytłaczającej większości przypadków naruszenia kartelowe wyrządzają szkodę. Ale mam wątpliwości, czy można z góry zakładać – bez dokładnej analizy danej sprawy – że szkodę wyrządza np. każde nadużycie pozycji dominującej czy każde porozumienie wertykalne – wskazuje ekspertka.
Na pełne efekty wejścia w życie nowych przepisów poczekamy kilka lat. Artykuł 36 ust. 1 ustawy ogranicza jej zastosowanie tylko do roszczeń wynikłych z naruszeń, które nastąpiły po jej wejściu w życie, czyli począwszy od 27 czerwca 2017 r.
– Niemal od razu będzie można natomiast skorzystać z ułatwień proceduralnych dzięki art. 36 ust. 2 ustawy takich jak m.in. procedury wyjawiania środków dowodowych – uzupełnia mec. Anna Gulińska.
Etap legislacyjny: Wchodzi w życie