- Ingerencja państwa w gospodarkę od zawsze wzbudzała skrajne emocje. Każda ingerencja w sferę biznesową, w tym w szczególności ustanawianie barier skierowanych przeciwko konkretnym państwom, jest czymś negatywnym, bo ogranicza wolność gospodarczą i źle wpływa na ekonomię - mówi w wywiadzie dla DGP
Jakub Pietrasik, radca prawny, senior associate w kancelarii Wolf Theiss.
Czy nowym przepisom antyprzejęciowym, które wprowadzono tarczą 4.0, bliżej do walki z wrogimi przejęciami (jak twierdzą rządzący), czy bezpodstawnego ograniczenia biznesowej swobody (jak twierdzą organizacje biznesu)?
Nowa ustawa o kontroli niektórych inwestycji wprowadza szereg zmian, które są nieprecyzyjne i nieprzejrzyste. Przede wszystkim sektory i rodzaje działalności objęte ustawą są ujęte bardzo ogólnie, a tym samym często nie wiadomo, czy dany rodzaj działalności podpada pod wymogi raportowania. Ponadto wiele wątpliwości praktycznych budzą postanowienia dotyczące konieczności raportowania transakcji na poziomie spółek matek lub spółek usytuowanych na wyższych szczeblach w strukturze korporacyjnej. W niektórych transakcjach nie jest jasne również, w jakim momencie należy składać zawiadomienie o transakcji, tzn. czy można zawrzeć transakcję warunkową, czy też trzeba wystąpić o zezwolenie na transakcję jeszcze przed podpisaniem umowy SPA (sprzedaży i nabycia). W końcu bardzo ogólne są kryteria odnoszące się do bezpieczeństwa i zdrowia publicznego, w oparciu o które UOKIK może wyrazić sprzeciw co do transakcji, a sama procedura wyrażania sprzeciwu jest nadmiernie wydłużona.
ikona lupy />
DGP
Biorąc pod uwagę te niejasności, nowe przepisy ograniczają w praktyce swobodę biznesową. Negatywnie wpływają na rynek M&A w Polsce i na postrzeganie tego rynku przez inwestorów z zewnątrz. Od kilku tygodni obserwujemy ogromne zainteresowanie nowymi regulacjami ze strony klientów z całego świata, którzy wyrażają zaniepokojenie znaczącym poziomem niejasności nowej ustawy. Brak precyzji i dwuznaczność przepisów stanowią największy problem, podwyższają bowiem ryzyko transakcyjne, a tego inwestorzy wystrzegają się najbardziej, podejmując decyzję o lokalizacji inwestycji.
Na ostatniej prostej uchwalono, że ograniczenia nie będą dotyczyły inwestorów z państw OECD. W praktyce zatem państwo chce bronić się przed wrogimi przejęciami z Chin i Rosji. Słusznie, że dokonano takiego podziału na lepszych zagranicznych inwestorów i gorszych?
Wyłączenie państw OECD spod wymogu zawiadamiania prezesa UOKIK o planowanej transakcji jest niewątpliwie dobrym krokiem – odblokowuje wiele projektów realizowanych chociażby przez podmioty z USA, co należy ocenić pozytywnie. Z drugiej strony jednak może budzić uzasadnione wątpliwości co do bezpodstawnego dzielenia zagranicznych inwestorów. Obecnie tacy inwestorzy, np. z Chin, w tym spółki technologiczne i przemysłowe, mają istotnie ograniczoną możliwość inwestowania w polskie podmioty. Powoduje to oczywiście skreślenie Polski z mapy potencjalnych lokalizacji, a tym samym odpływ kapitału i innowacji z polskiego rynku.
Czy pańskim zdaniem w ogóle da się ochronić polski biznes przed przejęciami ze strony inwestorów z nielubianych przez władzę państw? Czy nie będzie tak, że fundusze inwestycyjne z Chin i tak znajdą sposób na przejęcia, gdy tylko będą chciały ich dokonać?
Ingerencja państwa w gospodarkę od zawsze wzbudzała skrajne emocje. Każda ingerencja w sferę biznesową, w tym w szczególności ustanawianie barier skierowanych przeciwko konkretnym państwom, jest czymś negatywnym, bo ogranicza wolność gospodarczą i źle wpływa na ekonomię. Inwestycje zagraniczne, właśnie chociażby te z Chin, nie są nikomu narzucane – polskie podmioty wskutek takich transakcji dobrowolnie korzystają z chińskiego kapitału albo nabywają know-how technologiczny. Zasadniczo zatem takie przepływy są oczekiwane przez rynek, a ograniczanie ich w sposób arbitralny nie jest pożądane. Oczywiście są sektory gospodarki, które należy objąć szczególną ochroną, takie co do których ograniczenia mają sens i mogą przynieść pozytywny efekt. Niemniej jednak bariery legislacyjne powinny być ustanawiane w sposób maksymalnie precyzyjny i niebudzący wątpliwości, a nie można tego powiedzieć o ostatnio wprowadzonych regulacjach. W konsekwencji rzeczywiście istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że przepisy jednak będą obchodzone, zarówno na poziomie polskich spółek, jak i zagranicznych inwestorów.