- Nowa sankcja oznacza, że podatnik będzie musiał oddać fiskusowi wielokrotność tego, co próbował zaoszczędzić, nawet jeśli nie odniósł żadnych korzyści - mówi w wywiadzie dla DPG Andrzej Nikończyk, doradca podatkowy, partner w KNDP.



W najbliższym czasie w przepisach podatkowych dojdzie do istotnych zmian. Jedną z ważniejszych ma być wprowadzenie w ordynacji podatkowej dodatkowego zobowiązania podatkowego w razie zastosowania klauzuli o unikaniu opodatkowania (projekt po pierwszym czytaniu w Sejmie). Zasadniczo ma ono wynosić 40 proc. korzyści podatkowej, a w podatkach dochodowych, gdzie podstawą opodatkowania jest dochód, będzie to 10 proc. sumy składników decyzji. Co się pod tym kryje?
ikona lupy />
Andrzej Nikończyk, doradca podatkowy, partner w KNDP / Dziennik Gazeta Prawna
Biorąc pod uwagę projektowaną definicję składników decyzji – można uprościć, że dodatkowe zobowiązanie w podatkach dochodowych wyniesie 10 proc. podstawy opodatkowania, od której potencjalnie nie zostanie zapłacony podatek.
Proszę to wytłumaczyć. Ile w praktyce wyniesie sankcja?
Dodatkowe zobowiązanie dotyczy głównie osób prawnych (osoby fizyczne zasadniczo podlegają przepisom k.k.s. w tym zakresie), natomiast w CIT proponowane są dwie stawki podatku 19 proc. i nowa 9 – proc. dla podatników, których przychody nie przekroczą w danym roku podatkowym 1,2 mln euro.
W przypadku stawki 19 proc. dodatkowe zobowiązanie wynoszące 10 proc. to ponad 52,6 proc. „potencjalnie oszczędzonego podatku”. Przy stawce 9-proc. – dodatkowe zobowiązanie w praktyce przekroczy wartość podatku i wyniesie ponad 111 proc. kwoty „potencjalnie oszczędzonego podatku”.
Czy dobrze rozumiem, że sankcja ma polegać na tym, że podatnik będzie musiał oddać skarbówce to, co próbował zaoszczędzić?
Tak, albo dwa, a nawet trzy razy tyle. Może to prowadzić do wywłaszczania z dorobku życia. Na szczęście trzykrotność sankcji raczej nie powinna dotyczyć małych podatników, zaś u dużych to „tylko nieco” ponad 157 proc. podatku, który będą próbowali oszczędzić. Co istotne, dodatkowe zobowiązanie będzie naliczane także wtedy, gdy podatnik nie osiągnie żadnej korzyści podatkowej.
Wyobraźmy sobie, że przedsiębiorca błędnie oszacował poziom cen i obrotów z podmiotem powiązanym. Nie sporządził stosownej dokumentacji, albo nawet sporządził i przekazał organowi, ale zdaniem fiskusa była ona niekompletna i podatnik nie zdążył jej uzupełnić. W rezultacie zawyżył stratę podatkową o 1 mln zł. Jeśli nie rozliczy tej straty z dochodem w kolejnych latach (bo nie ma dochodu lub ma już straty z innych transakcji, niekwestionowane przez organy), to zwiększenie istniejącej straty o 1 mln zł nie przyniesie mu jakichkolwiek korzyści. Nawet gdyby jej nie wykazał, to nie zapłaciłby podatku, bowiem miał prawo do rozliczenia innych niekwestionowanych strat. Błąd ten jednak będzie podstawą do ustalenia dodatkowego zobowiązania w wysokości 200 tys. zł, i to nawet jeśli nie doszło do zaniżenia podatku. W przypadku, gdyby podatnik rozliczył tę stratę i zaniżył przez to podatek o 90 tys. zł (9 proc. od 1 mln), organ mógłby wydać decyzję o pozbawieniu go korzyści i ustaleniu dodatkowego zobowiązania podatkowego. W takiej sytuacji podatnik musiałby zapłacić 90 tys. zaległego podatku wraz z odsetkami oraz 200 tys. zł (sankcja w wysokości 20 proc. nienależnie wykazanej straty w wysokości 1 mln zł – ulegnie ona podwojeniu w związku z brakami w dokumentacji). Łącznie będzie to ponad 290 tys. zł. Natomiast potencjalny ubytek budżetu wynosiłby najwyżej 90 tys. zł.
Nieproporcjonalnie wysoko do uszczerbku w budżecie…
Przede wszystkim trudno mi zrozumieć, dlaczego proponuje się inną stawkę sankcji w podatkach dochodowych. Nasuwa się wiele pytań, na które ja osobiście nie znajduję odpowiedzi: skąd ta szczególna sankcja dla podatków dochodowych i dlaczego nie dotyczy ona tylko zrealizowanych korzyści? Słowem, czemu podatnik ma płacić sankcję od czegoś, czego państwo nie straciło? Dlaczego proponowana stawka przewyższa 30-proc. sankcję w VAT, która wydaje się wystarczająco wysoka. I wreszcie – dlaczego stawka stosowana wobec małych podatników ma być wyższa niż kwota rzekomo oszczędzonego podatku?
Wychodzi na to, że mały podatnik, dokonując takich samych transakcji jak duża firma, będzie ponosić znacznie większe ryzyko. Nie potrafię sobie tego wytłumaczyć i nie znajduję odpowiedzi w uzasadnieniu ani nie udaje mi się tego domyślić. Nikt też nie spieszy się, by wyjaśnić podatnikom, gdzie leży źródło takich, a nie innych decyzji.
Może Ministerstwo Finansów bardziej obawia się i chce dotkliwiej piętnować optymalizacje dokonywane przez małych podatników niż przez duże korporacje?
Może to realizacja zasady nec Hercules contra plures (łac. nawet Herkules nie pomoże przeciw wielkiej liczebności). W końcu Polska małymi podatnikami stoi.
Nie można też zapominać, że dodatkowe zobowiązanie dotyczy transakcji legalnych i ujawnionych. Organ będzie je ustalał, głównie wydając decyzje z zastosowaniem klauzuli o unikaniu opodatkowania (działania sprzeczne z celem ustawy lub przepisu) albo cen transferowych (rozliczanych na zasadach uznawanych za nierynkowe). W przypadku klauzuli po proponowanej zmianie domniemania (art. 119d ordynacji podatkowej) znacznie łatwiej będzie fiskusowi kwestionować jakiekolwiek działania, które odniosły też skutek w postaci oszczędności na podatku. Wystarczy, że skarbówka wykaże, że cel podatkowy transakcji nie był mało istotny. Na marginesie – trudno sobie w ogóle wyobrazić, by w jakimkolwiek rachunku gospodarczym uznać element podatku za mało istotny.
Podkreśla pan, że dodatkowe zobowiązanie dotyczy transakcji legalnych i ujawnionych. A co z podatnikami, którzy prowadzą działalność w szarej strefie? Ich nie będzie dotyczyć sankcja?
Paradoksalnie nie. Tacy przedsiębiorcy ryzykują najwyżej odsetkami w wysokości 8 proc. rocznie. Dlatego tak trudno zrozumieć wprowadzanie rozwiązań, zgodnie z którymi lepiej po prostu nie płacić podatków, niż dokonywać legalnych, jawnych działań, które mogą zostać zakwestionowane ze względu na ich skutek podatkowy.
Dochodzimy do sytuacji, w której Ministerstwo Finansów wykreśla z projektu nowej ordynacji podatkowej zakaz nadużywania prawa przez organy, a z drugiej proponuje sankcje wobec podatników w nieproporcjonalnej wysokości także za potencjalne oszczędności podatkowe, których ci nawet nie zrealizowali.
Czy nie jest tak, że cel uświęca środki? Ministerstwo Finansów chce zwalczać agresywne optymalizacje podatkowe.
Nie chodzi mi o ich obronę. Jednak granica między optymalizacją agresywną i nieagresywną praktycznie znika. Jeśli ktoś faktycznie odniósł korzyści podatkowe to może być prawie pewien, że poniesie negatywne konsekwencje.
Ministerstwo tłumaczy, że dodatkowe zobowiązanie ma rzekomo odstraszać od optymalizacji, do których zachęca wprowadzenie klauzuli unikania opodatkowania (przyznam szczerze, że to mój ulubiony fragment uzasadnienia). Nie ma żadnych danych, które potwierdzałyby, że wprowadzenie tych przepisów zachęciło podatników do agresywnej optymalizacji. Trudno uwierzyć, że osoby decydujące o działaniach biznesowych nie biorą pod uwagę, że skarbówka może je zakwestionować, powołując się na klauzulę. MF sugeruje, że klauzula zachęca wręcz do unikania opodatkowania. Jednocześnie MF chwali się ograniczaniem luki w podatku dochodowym. Wpływy za styczeń i luty 2018 r. wzrosły r/r o ponad 17 proc., co przypisywano także działaniom uszczelniającym. Mamy więc do czynienia z klasyczną podwójną narracją – inną na potrzeby wzrostu dochodów (wynik działań uszczelniających), a odwrotną na potrzeby wprowadzania nowych regulacji (klauzula zachęca do optymalizacji).
Co pana zdaniem byłoby właściwe?
Wystarczająca wydaje się sankcja w wysokości 30 proc. i to wyłącznie od zrealizowanych korzyści. W VAT przywrócenie sankcji właśnie w takiej wysokości było jednym z działań uszczelniających, które istotnie wpłynęło na staranność podmiotów uczestniczących w transakcjach karuzelowych.
Ponadto nie powinni być karani podatnicy, którzy działali w dobrej wierze, a nie w celu osiągnięcia korzyści podatkowych, które mogły wystąpić przy takim działaniu. Na pochwałę i uwagę zasługuje uwzględnienie dobrej wiary w kolejnej wersji projektu, jednak sposób jej ujęcia jest skandaliczny. Dobra wiara to tylko okoliczność, która ma być brana pod uwagę przy odstąpieniu od ustalenia dodatkowego zobowiązania podatkowego. Samo odstąpienie ma natomiast zależeć od uznania administracyjnego. Z kolei trudno nawet komentować fakt, że dobra wiara może zależeć od skali działalności podatnika. Z projektu wynika, że jest grupa przedsiębiorców, których niewielka skala działalności powoduje, że nie można od nich rozsądnie oczekiwać, żeby korzystali z profesjonalnych porad i w swojej błogiej nieświadomości mają być oni chronieni.
Czy proponowane drastyczne sankcje w ogóle są uzasadnione w dobie istnienia tylu nowych narzędzi ułatwiających fiskusowi walkę z nadużyciami?
Słuszne pytanie. Rzeczywistość podatkowa zmieniła się tak radykalnie, że można to porównać do rewolucji przemysłowej. Obowiązek przesyłania plików JPK_VAT i innych danych, jakie na bieżąco podatnicy przekazują MF, dają fiskusowi olbrzymie możliwości. Skarbówka pozyskuje ogrom informacji wykorzystywany nie tylko na potrzeby VAT. Może śledzić nie tylko obrót towarowy, ale także wzajemne powiązania gospodarcze, analizować wydatki i przychody na gruncie podatków dochodowych i wyłapywać podmioty osiągające parametry odbiegające od normy, co uzasadni wszczęcie kontroli. Dane te mogą być nawet wykorzystywane w egzekucji zaległości. Z kolei JPK na żądanie znacząco przyspiesza kontrolę. Podobnie zwiększono liczbę dokumentacji dla cen transferowych, obowiązek informowania o jej sporządzaniu, w tym liczbie podmiotów których dotyczy, oraz dokonanych restrukturyzacjach. Wprowadzono STIR, który ma zapobiec wyprowadzeniu aktywów z kraju i umożliwić egzekucję środków wyprowadzonych z systemu podatkowego. Do tego dochodzi wprowadzany obowiązek donoszenia o schematach podatkowych, w tym z mocą wsteczną. Nieprzestrzeganie tych nowych obowiązków zagrożone jest nie tylko sankcjami z k.k.s., ale także karami administracyjnymi dochodzącymi nawet do 10 mln zł. Trwają prace nad nowelizacją ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych.
Te wszystkie zmiany pozwalają państwu reagować szybciej i dokładniej, zajmować środki mu należne i nakładać bardzo wysokie kary. Państwo zyskało bezpośredni dostęp do wiedzy. Taka szeroka współpraca podatników i przejrzystość wobec fiskusa powinna wpływać na obniżenie opresji państwa wobec podatników, ma bowiem realne możliwości szybkiego zwalczania działań sprzecznych z prawem. Jednak efekt jest odwrotny, wydaje się, że poziom ryzyka dla podatników dopiero zaczyna rosnąć.